poniedziałek, 11 stycznia 2016

Najpiękniejsze okładki 2015

Nakłoniona przez Cinephile postanowiłam w końcu zabrać się za zrobienie galerii najpiękniejszych okładek 2015. Nie są to jedynie pozycje wydane w ubiegłym roku, a te, które w nim przeczytałam - dlatego pewnie zauważycie, że część z nich była już zbiorczo przedstawiona w moich ulubieńcach 2015.

Czytaliście którąś z tych książek? Co sądzicie o ich okładkach? A może któraś Wam się nie podoba?




PS. Wiem, że dawno nie było na blogu żadnej recenzji, ale dopiero co kończył się semestr, a to zawsze oznacza wielkie zabieganie związane z oddawaniem wszelkich prac itp., więc nie miałam wiele czasu na czytanie. Do tego dochodzi to, czego zazwyczaj nie praktykuję - czytam 4 książki na raz, każdą po trochu, więc zanim którąkolwiek skończę, trochę czasu minie. Recenzja powinna pojawić się jeszcze w tym tygodniu :)

sobota, 9 stycznia 2016

Wyzwanie KIEDYŚ PRZECZYTAM - Stos 1

Początkowo nie ciągnęło mnie do tego wyzwania, ale w końcu się do niego przekonałam i postanowiłam wziąć udział. O zasadach możecie przeczytać TU. Ale mówiąc skrótowo chodzi o to, że wstawiam zdjęcie stosu 12. książek, które od jakiegoś czasu czekają na przeczytanie i czytam je aktualizując listę o linki do recenzji. Gdy zapoznam się już z całością stosu, mogę stworzyć kolejny.


1) "Inferno" - Dan Brown
2) "450 stron" - Patrycja Gryciuk
3) "Lotnisko w Monachium" - Greg Baxter
4) "Kasacja" - Remigiusz Mróz
5) "Mężczyzna imieniem Ove" - Fredrik Backman
6) "Północ" - Jacqueline Wilson
7) "Czerwone jak krew" - Salla Simukka
8) "Książka, której nie ma" - Santiago Pajares
9) "7 razy dziś" - Lauren Oliver
10) "Uniewinnienie" - Dmitrij Bykow
11) "Angielskie lato" - Małgorzata Mroczkowska
12) "Miłość buja nad Szkocją" - Alexander McCall Smith

wtorek, 5 stycznia 2016

Tea Book TAG

Zostałam nominowana przez bookworm do Tea Book TAG. Jako że herbata jest moim ulubionym napojem i nie potrafię się bez niej obyć, ten TAG jest dla mnie wielką przyjemnością :)


Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.

Dłuższą chwilę zajęło mi przypomnienie sobie tytułów klasyków, ale gdy w końcu się udało, zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie trochę ich przeczytałam. Może nie jakoś bardzo dużo (wciąż dążę do wydłużenia tej listy), ale więcej niż choćby moi czytający rówieśnicy, którzy częściej sięgają raczej po współczesne pozycje.
Nie przedłużając - moim ulubionym klasykiem jest Sherlock Holmes!


Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.

Część z Was pewnie wie, że nie przepadam za fantsy, więc gdy miałam jak lektury "Hobbita" oraz "Drużynę pierścienia" Tolkiena, męczyłam się przy nich okropnie i obie zdołały mnie uśpić. Poza tym zasnęłam przy "Quo vadis", chociaż całość nie była taka zła. Innych przypadków nie pamiętam, chyba że... podręcznik od biologii się liczy? ;)


Czerwona herbata pu-erh, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Z książek, które w tej chwili przychodzą mi do głowy do tej kategorii pasuje tylko niedawno przeczytana "Księga wyzwań Dasha i Lily". Może nie są to jakieś dalekie podróże, ale dwójka głównych bohaterów ciągle porusza się po Nowym Jorku, co jest istotnym elementem fabuły.


Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

No i mam okazję, by polecić Wam "Dziedzictwo Adama" Astrid Rosenfeld - moją ulubioną książkę, którą 'wciskam' wszystkim dookoła, ponieważ nie jest ona zbyt znana, a z pewnością warta uwagi. Pewnie jeszcze kiedyś będę o niej niejednokrotnie wspominać, ale i tak radzę Wam ją przeczytać, jeśli chcecie się ze mną dogadywać ;)


Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

Kilka słów o herbacie - wydaje mi się, że biała nie jest w Polsce jakoś specjalnie znana i lubiana. A nawet jeżeli to ja jestem niedoinformowana, to nie powiedziałabym, że niezasłużenie, bo kocham ten gatunek!
Jedne z najbardziej popularnych książek ostatnimi czasy są te wszystkie pozycje fandomowe typu "Dary Anioła", "Percy Jackson" itp. wiecie, o które mi chodzi, prawda? Jednakże nie czytam takich zbyt wiele i nie jestem w stanie się wypowiedzieć na temat ich jakości biorąc pod uwagę ogół. Przeczytałam kiedyś "Szukając Alaski" i nie mówię, że to zła powieść, ale nie rozumiem tego wielkiego "WOW". Nie jest szczególnie wybitna i spowodowała, że ostrożniej będę w przyszłości podchodzić do twórczości Greena.


Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.

Zmów musiałam przejrzeć biblioteczkę na LC, by przypomnieć sobie książkę o tych wymaganiach. Z ostatnio czytanych spełnia je "Harry Potter i Komnata Tajemnic". Czytałam z przymusu i naprawdę sporo czasu zajęło mi, nim przebiłam się przez przydługi i nudny wstęp. Gdyby zapytać mnie jeszcze jakiś czas temu, pamiętałabym, na której stronie zaczęłam się wciągać w akcję. Wydaje mi się, że było to koło 140, ale głowy nie dam. Potem już jakoś było.


Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała.

Z pewnością takich pozycji było wiele. Np. Baśnie braci Grimm, Andersena i inne bajki, ale szczególnie pamiętam "O koguciku złocistym grzebyku", która była już stara i wysłużona - książeczka z dzieciństwa mojej mamy. Poza tym strony były przestrzenne i bardzo kolorowe. Najpierw czytano mi ją na głos, ale gdy już umiałam sama, wracałam do niej wielokrotnie i wciąż fragmenty pamiętam.


Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.

Zaznaczę na początku, że nie przepadam za owocową herbatą. Głównie chodzi mi o wszelkie truskawki, poziomki, owoce leśne itp.; cytrusowe są całkiem dobre i pozostałe też, ale typowa owocówka już mi się znudziła.
Chętnie napisałabym tu o "Księdze wyzwań Dasha i Lily", ale już tu była, więc dam tu coś innego. "Ostatnia wola Sonji", a także jej druga część z pewnością są lekkimi powieściami, a przy tym bardzo interesującymi - każdą pochłonęłam w dwa dni :)


Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

Typowych horrorów raczej nie czytam, ale nie dlatego bym się bała, tylko po prostu jakoś tak jeszcze nie miałam z nimi do czynienia. Pamiętam, że kiedyś czytając "Grę anioła" wieczorem trafiłam na akcję, która sprawiła, że nie zasypiało mi się zbyt przyjemnie...Chociaż książka sama w sobie nie jest straszna. No i jeszcze "Osobliwy dom pani Peregrine" - były fragmenty trochę podnoszące ciśnienie...


Rozlana herbata, czyli kogo taguję.

Widziałam już ten TAG na wielu blogach i nie pamiętam już na których, a nie chcę nominować tych, którzy już go zrobili. Dlatego też postanowiłam tagować wszystkich tych, którzy chcą się zabawić :)

piątek, 1 stycznia 2016

W DRODZE DO DOMU - Levi Henriksen

Ostatnia książka przeczytana w 2015 roku. Recenzja zaległa.

Z czym kojarzą nam się Święta? Niemal słyszę te odpowiedzi - rodzina, miłość, radość itp., prawda? Ale nie zawsze i nie dla każdego takie są, o czym możemy się przekonać czytając "W drodze do domu" Leviego Henriksena.

Książka jest zbiorem fikcyjnych opowieści wymyślonych przez autora. Wszystkie dzieją się w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Przeważnie miejscem akcji jest nieistniejąca miejscowość Skogli w Norwegii. Każde opowiadanie stanowi oddzielną całość - zbieżne są czasami miejsca, niektóre zdarzenia czy postaci, ale nie łączą się.

Z tyłu okładki znajduje się napis "Niezwykłe historie o zwykłych ludziach". Trudno się z nim nie zgodzić - krótko i zwięźle mówi, czym jest ta publikacja.

Każdy z bohaterów jest inny, ale mógłby nim być każdy! Są tu dzieci, starcy, protestanci, świadkowie Jehowy, rozwiedzeni, byli sportowcy, pani pastor i wielu innych. Ilu takich ludzi spotykamy codziennie na ulicach czy wśród sąsiadów? Z pewnością wielu (no dobra, pastorów, a tym bardziej kobiet pastorów zbyt często z Polsce się nie widzi).

Historie, które dotyczą właśnie tych zwyczajnych, szarych ludzi czyta się z ciekawością. Każda kolejna jest równie fascynująca i przepełniona magią Świąt. Nie są one wyssane z palca - mogłyby przydarzyć się wszystkim. Pokazują, że nasze życie, które często nazywamy nudnym jest interesujące! Gdyby opisać np. 2 tygodnie każdego z nas - ile wspaniałych i realistyczny książek mogłoby powstać!

Właśnie - o czym są te historie? Mamy tu sprzedawczynię choinek, która po latach spotyka dawnego ukochanego, który trwale związał się z alkoholem. Panią pastor, która w Wigilię zwątpiła w to, co sama głosi wiernym. Dwóch przyjaciół, którzy postanowili uciec z domu starców, by się zabawić. Chłopca, który wyparł się obchodzenia Bożego Narodzenia, by poderwać koleżankę. Ojca, który 'porwał' swoją córkę, by spędzić z nią Gwiazdkę. Tych opowieści jest jeszcze więcej, każda nie mniej ciekawa.

Nie wszystkie historie kończą się dobrze. Właściwie duża część jest raczej słodko-gorzka. Mam tu na myśli właśnie to, że nie dla każdego Święta są radosne. Henriksen pokazuje, że Wigilia niekoniecznie jest dniem cudów, zupełnie odrębnym od codziennego życia. Wszyscy ci, którzy borykają się z problemami - choroby, bieda, strata ukochanej osoby - także wtedy potrzebują pomocy, rozmowy lub choćby uśmiechu. Należy pamiętać, że w Boże Narodzenie nie tylko cieszymy się w rodzinnym gronie, ale warto również zatroszczyć się o bliźnich, którzy takiego szczęścia nie zaznali.

Trudno mi powiedzieć, która historia jest moją ulubioną. Chyba wszystkie zostaną w moim sercu. Może prócz jednej, którą czytałam chyba w nieodpowiednim momencie, bo niewiele z niej teraz kojarzę. Chociaż "Jak woda opływająca kamień" szczególnie zapadła mi w pamięć, ale nie ze względów artystycznych czy jakiejś innej wartości literackiej, ale po prostu był w niej wspomniany Nick Cave, którego uwielbiam ;)

Na podstawie "W drodze do domu" w 2010 roku powstał film o tym samym tytule, który z pewnością niedługo obejrzę :)
___
Levi Henriksen, "W drodze do domu", stron: 468, wyd. Zysk i S-ka 2014, tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Literackie podsumowanie 2015

Na samym początku zaznaczę, że 2015 w aspekcie literackim był dla mnie bardzo udanym rokiem! Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się, co czytałam przez ostatnie 365 dni - tu jest LINK do odpowiedniej półki na LC.

Trochę statystyk. W roku 2015:

  • Przeczytałam 77 książek! To aż o 24 więcej niż w roku poprzednim! Wiem, że są tacy, którzy przeczytali cztery razy tyle, ale jak na mnie to dużo i jestem dumna ze swojego wyniku :) Ta liczba oznacza również, że podołałam wyzwaniu '52 książki w 2015'
  • Przeczytałam 24441 stron. Po przeliczeniu daje to średnio około 67 stron na dzień, a przeciętna książka, którą czytałam miała 317 stron. (upewniłam się, że żadna z przeczytanych nie miała dokładnie tylu, ale są dwie pozycje po 315 i dwie po 319, a to prawie to samo ;))
  • Miesięcznie czytałam średnio 6,5 książki. Patrząc na podsumowanie każdego miesiąca w przeznaczonym do tego notatniku widzę, jak skrajne wyniki potrafiłam osiągnąć - sierpień był miesiącem, kiedy miałam naprawdę sporo wolnego czasu - wtedy przeczytam aż 14 książek, za to we wrześniu ich liczba spadła do zaledwie trzech...
  • Udało mi się również ukończyć wyzwanie 'Przeczytam tyle, ile mam wzrostu' z wynikiem 175,9 cm, czyli mój stos książek przerósł mnie o 6,9 cm! Oczywiście podejmuję się edycji na 2016 rok, a co!
To co, czas przedstawić perełki 2015!


To tylko wybrane tytuły z tych ocenionych przeze mnie na 9/10 lub 10/10. Każdą z nich cenię za coś innego, więc trudno zebrać je do jednego worka i krótko omówić.

Ten rok obfitował dla mnie w dobre książki, a rozczarowań było mniej niż w ubiegłym, ale ich nie pominę:


Nie były to żadne katastrofy. Harry Potter jest całkiem znośny, ale nigdy mnie do tego cyklu nie ciągnęło i nie uważam go za nie wiedzieć jak super. Miałam trochę nadzieję, że może odkryję to, co innych tak zachwyca i na tym się właśnie zawiodłam, ponieważ nie było tu dla mnie nic specjalnego.

"Szczury i wilki" to jedna z lektur na klub książki, więc nie czytałam jej z własnej woli. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, czego w książce zabrakło. A nawet taka, jaka jest, wciąż nie zasługuje według mnie na tytuł całkiem dobrej powieści.

Korci mnie, żeby zrobić galerię najpiękniejszych okładek przeczytanych w tym roku książek, lecz ich twórcy nieustannie się rozwijają, przez co lista byłaby "ciut" za długa.

Patrząc na postanowienia czytelnicze, jakie zrobiłam w zeszłym roku (znaleźć je możecie gdzieś TU), to chyba do końca się nie udało. Z prezentów świątecznych przeczytałam trochę ponad 1/3... Z kończeniem serii jest chyba jeszcze gorzej, nie mówiąc już o czytaniu książek, które od dawna czekają na półkach :') Chyba każdy to zna? Dlatego właśnie biorę się za wyzwanie 'Z półki' na poziomie mistrza - życzcie mi powodzenia ;) Co do wyzwania, którego w tamtym poście zamieściłam zdjęcie - nie zaliczyłam tylko (aż?) sześciu punktów. Z większości wyzwań, których się podjęłam zrezygnowałam, głównie przez porzucenie bloga.


Mam nadzieję, że rok 2016 będzie równie udany, a może nawet i lepszy. Lista wyzwań dostępna jest w odpowiedniej zakładce. Możliwe, że się jeszcze wydłuży :)

A Wam, drodzy czytelnicy chciałabym życzyć wspaniałego nowego roku pod względem literackim i tym bardziej życiowym (choć to książki są życiem ;)). Abyście osiągali wspaniałe wyniki jak na Wasze indywidualne możliwości, ponieważ nie ilość się liczy, a przyjemność z lektury i to, co po sobie zostawiła w sercu.